Archive for Marzec 2011

h1

Antoni Wit – najlepsze recenzje

2011/03/09

Schumann - Antoni WitAntoni Wit jest z pewnością najbardziej aktywnym i przez to najbardziej docenianym polskim dyrygentem na polu dyskografii płytowej.

Portal classicstoday.com po raz kolejny wyróżnił dokonania polskiego artysty wraz z Chórem i Orkiestrą Symfoniczną Filharmonii Narodowej i uznał najnowsze nagranie dzieła Schumanna („Sceny z Fausta Goethego”) jako nagranie miesiąca. To już nie pierwszy raz produkcja z Polski uznała takie wyróżnienie w cenionym na całym świecie portalu muzycznym. Nagranie  zostało zrealizowane w Filharmonii Narodowej w Warszawie dla wytwórni Naxos, dla której Wit z orkiestrą regularnie wydaje kolejne płyty.

Przeglądając historię w portalu znajdujemy jeszcze kilka edycji wyróżnionych tytułem Płyty Miesiąca.  W lipcu 2009 była to płyta z nagraniem 1 i 4 Symfonii  Szymanowskiego, w kwietniu 2009 Harnasie Szymanowskiego, w marcu 2008 nagranie 8. Symfonii Pendereckiego, poza tym również 7. Symfonia Pendereckiego oraz wydane dla polskiego wytwórni Dux płyta z Koncertem na orkiestrę i Koncertem Wiolonczelowym Lutosławskiego.

Dorobek jest rzeczywiście niesamowity, oceny krytyków – regularnie wysokie, a najważniejszy jest fakt, że dostrzegany w świecie i dostępny dla wszystkich jest cały katalog dzieł Lutosławskiego, Pendereckiego, Góreckiego, Kilara, Szymanowskiego oraz Karłowicza. Brawo!

Reklamy
h1

Wybitni nieznani

2011/03/08

Nieznana, niedoceniana, piękna, subtelna, wybitna, genialna. Wciąż czeka na kolejne odkrycia. Polska muzyka XIX i XX wieku.

W zasadzie trzeba by było zacząć od początku, czyli od edukacji w polskich szkołach. Zakończyłem ją ponad 10 lat temu i nie przypominam sobie, abym w podstawówce czy w liceum dowiedział się czegokolwiek o polskich kompozytorach – oczywiście oprócz Chopina i Moniuszki. Ten pierwszy – wiadomo zna go cały świat, więc i Polak o średnim wykształceniu znać go powinien. Moniuszko to pieśni („Prząśniczka”), opery narodowe „Straszny Dwór” i „Halka” – wzmianka przy okazji lekcji polskiego przy „Panu Tadeuszu”. Miałem to szczęście, że poprzez 6-letni kurs w szkole muzycznej poznałem też nazwiska Szymanowskiego, Paderewskiego (jego imieniem nazwana była szkoła), Pendereckiego czy Lutosławskiego.

Powstał zatem pewien skończony zbiór kompozytorów polskich, co do których miałem pewność, iż istnieli i tworzyli muzykę. Ten zamknięty krąg trwał u mnie jeszcze całkiem do niedawna. Impulsem do poszukiwań było odkrycie podczas pobytu w Bytomiu, iż istnieje tam szkoła baletowa imienia Ludomira Różyckiego oraz zestawienie faktu, iż bazar Różyckiego na warszawskiej Pradze nosi imię jednak innego Różyckiego. Poszukiwania w internecie zwróciły wynik: Ludomir był  kompozytorem.

Podstawowe pytanie, jakie sobie dzisiaj stawiam jest takie, dlaczego młody człowiek pochodzący z umuzykalnionej, inteligenckiej rodziny, nawet taki uczęszczający do Szkoły Muzycznej pierwszego stopnia (co prawda w tak zwanej Polsce C, ale to niczego nie usprawiedliwia), potrafiący wydobyć kilka dźwięków na fortepianie sklejających się w jako taką całość, jest zdany tylko na siebie i na własne odkrycia w dziedzinie odkrywania piękna drzemiącego w polskiej muzyce? Dlaczego w liceum wałkowaliśmy przez rok na języku polskim wszystkich romantyków i ich dzieła, a nie mogliśmy poświęcić kilku godzin na poznanie polskiej kultury w innym zakresie niż literatura?

Całe szczęście – polska muzyka jest coraz bardziej popularna w świecie, a ostatnie wydarzenie, jakim jest niewątpliwie wydanie płyty z muzyką Grażyny Bacewicz dla prestiżowej wytwórni Deutsche Grammophone przez Krystiana Zimermana i smyczkowy kwartet polskich muzyków może co najwyżej ten proces przyspieszyć.

Przeszukując katalogi europejskich i światowych wytwórni (Chandos, Hyperion, CPO, Naxos) znajdziemy już wydania dzieł takich kompozytorów, jak: Mieczysław Karłowicz, Emil Młynarski, Karol Lipiński, Henryk i Józef Wieniawscy, Grażyna Bacewicz, Aleksander Tansman, Andrzej Panufnik, Mieczysław Weinberg, a Karol Szymanowski dzierży już status supergwiazdy, którą nagrywają najwięksi z sir Simonem Rattle na czele.

I oby tak dalej, gdyż w poczekalni znajduje się cała plejada kompozycji autorów niesłusznie zapomnianych. Co chwilę można przeczytać recenzję (Gramophon, Classicstoday.com) płyt „zapomnianych” polskich kompozytorów, w której znajdują się wyrażenia typu „dlaczego tak długo ta muzyka była nam nieznana?”. Niestety nie tylko dla Anglików, Niemców, czy Amerykanów, ale także i dla nas.  Kolejny raz sprawdza się powiedzenie, że jeśli Polacy sami nie będą się szanować, to nikt w świecie tego robić za nich nie będzie. Ale jak mamy mówić o szacunku, skoro nawet nie posiadamy odpowiedniej wiedzy o rodzimych kompozytorach.

Jak zatem poznać te „zapomniane” kompozycje? Mam nadzieję, że w programach polskich filharmonii czy festiwali będzie coraz więcej pozycji promujących polskich kompozytorów. Niestety nawet Festiwal Beethovenowski, który mógłby wprowadzić polskie elementy do repertuaru ogranicza się w tym roku tylko do wykonania „Pasji wg św. Łukasza” Krzystofa Pendereckiego. Pozostają więc płyty, z polskich marek solidny katalog posiadają wytwórnie: Acte Prealamble, Dux, Selene, Bearton oraz CD Accord. Samo przejrzenie katalogu daje już odpowiednią dawkę nowych nazwisk i nowych kompozycji, a stąd już krótka droga do posłuchania.

%d blogerów lubi to: